A co, jeśli? – pytanie, które odbiera radość życia

Kiedy lęk wkracza w nasze życie często przyjmuje formę pytania “a co, jeśli”, na które od razu pojawia się wiele negatywnych wyobrażeń.

“A co, jeśli nie zdam egzaminu?”, “A co, jeśli nie opłacę rachunku na czas?”, “A co, jeśli nie dam rady opanować ataku paniki?”.

Jednak większość ludzi, którzy mają do czynienia z lękiem lub atakami paniki na ogół nie zdaje sobie sprawy z istnienia tego pytania i tego jak często gości w ich życiu w postaci myśli i wypowiedzi.

Problem jednak polega na tym, że chociaż nie zdajemy sobie sprawy z tego pytania, bardzo szybko wpadamy w spiralę lęku, które ono nakręca. Pytanie to można przyrównać do przynęty, która każe Ci wgryźć się w to, co spowoduje, że poczujesz się jeszcze gorzej.

Jednak jak to mówił Carl Gustav Jung – Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie to kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

Podobnie jest tutaj, aby móc rozprawić się z problemem, należy rozpoznać problematyczne zachowania i je zmienić. Jeśli chcesz wygrać z niepokojem, rozpoznanie tego jak często pojawia się pytanie “a co, jeśli” jest kluczowe, abyś mógł zacząć reagować inaczej.

Jednak zanim do tego przejdziemy, przyjrzyjmy się temu pytaniu z nieco innej perspektywy.

W jakiej sytuacji mamy do czynienia z pytaniem “a co, jeśli”?

Gdyby przyjrzeć się kiedy w życiu zadajemy sobie to pytanie, i jaka jest odpowiedź zapewne każdy zauważy, że nigdy nie ma odpowiedzi pozytywnej(oczywiście pod warunkiem, że nigdy się tego nie nauczyłeś). Zawsze po tym konkretnym pytaniu pojawia się zdanie katastroficzne.

Warto jednak bliżej przyjrzeć się co oznacza sama fraza, kiedy się pojawia  i co próbujemy osiągnąć wypowiadając te słowa.

Zastanów się chwilę, czy gdybyś szedł lasem i zobaczył jak biegnie w Twoją stronę wielki niedźwiedź, zacząłbyś się zastanawiać “a co, jeśli mnie zaatakuje?”. Raczej mało prawdopodobne prawda?

Ja na przykład zapewne zacząłbym się wycofywać lub szukać najbliższego możliwego schronienia, nie miałbym wtedy czasu na myślenie.

W takiej sytuacji jedynie na czym będziemy się skupiać, to próba zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Więc idąc tym tokiem myślenia, kiedy tak naprawdę pomyślimy “a co, jeśli?”.

Odpowiedź jest dość prosta – wtedy kiedy nie czujemy żadnego zagrożenia, kiedy mamy czas i przestrzeń na myślenie.

Wynika to z funkcjonowania mózgu i tego, że posiadamy w nim dwa źródła lęku – kora mózgu i ciało migdałowate. Dzięki korze mózgu możemy przewidywać zdarzenia, a więc to dzięki niej w ogóle zadajemy pytanie “a co, jeśli”, a drugim jest ciało migdałowate, które odpowiada za reakcję “walcz lub uciekaj”. Kiedy zostaje wykryte zagrożenie lub coś zostaje za nie uznane, ciało migdałowate wkracza i przejmuje kontrolę, wtedy wyostrzają się zmysły i napływa więcej krwi do kończyn abyśmy mogli uciec lub walczyć. W takiej sytuacji nie masz przestrzeni i czasu na myślenie, a funkcje kory mózgu przejmuje też ciało migdałowate, co jak słusznie nazwał naukowiec Joseph De jest “wrogim przejęciem świadomości przez emocje”. Dlatego podczas stresu tak ciężko nam się myśli.

Wyobraź sobie sytuację, że jest osoba, która panicznie boi się pająków(a może sam taką jesteś?) i ma wejść do starego opuszczonego budynku w którym jest ich pełno, więc zaczynają pojawiać się myśli “a co, jeśli jakiś mnie ugryzie?”, “a co, jeśli jakiś na mnie usiądzie?”, oczywiście natychmiast pojawia się lęk. Jednak ostatecznie wchodzisz do budynku i faktycznie siada na Tobie pająk, czy wtedy będziesz myślał “a co, jeśli mnie ugryzie?”? Oczywiście, że nie! Od razu będziesz starał się go z siebie zrzucić.

Więc kiedy istnieje prawdziwe zagrożenie, nie masz czasu na zamartwianie się, wtedy wkracza instynkt przetrwania.

Biorąc pod uwagę taką perspektywę, ten nawyk myślenia obecnie nie przynosi nam żadnych korzyści, a jedynie wprowadzi zamęt i przygnębienie, wzmacniając nasze lęki.

Najgorsze w takich myślach jest to, że wydają nam się niezwykle ważne, więc bardzo absorbują naszą uwagę.

Więc skoro wiesz, że takie myślenie jest jedynie niekończącą się i zbędną formą nawyku myślowego, który przed niczym nas nie chroni, możemy przejść do praktyki.

Jak możemy temu zaradzić?

Pierwszym ze sposobów na radzenie sobie z tym nawykiem myślenia jest zauważanie go i świadome przejęcie kontroli nad tym o czym myślisz i zmianę tego na coś innego.

Jeśli na przykład ktoś zaprosił Cię na ognisko, na którym nie znasz zbyt wiele osób a w głowie rodzą Ci się myśli typu “a co, jeśli będę się źle czuł w tym towarzystwie?” możesz zatrzymać tą myśl i zmienić na na przykład “a co, jeśli spotkam osoby o wspólnych zainteresowaniach i spędzę wiele godzin na ciekawych rozmowach?”

Taka zmiana perspektywy będzie szczególnie pomocna, kiedy masz już podobne doświadczenie z przeszłości, kiedy nie chciałeś gdzieś iść, poszedłeś i okazało się, że faktycznie spędziłeś miło czas.

Drugim sposobem jest również spojrzenie z nieco innej perspektywy. 

Opisując sposób w jaki przejawia się w naszym życiu to pytanie, warto przedstawić perspektywę Davida Carbonella który zmienił jego znaczenie na “poudawajmy, że…”, które w gruncie rzeczy jest bardzo prawdziwe, ponieważ jak to dobrze określił “Oto zdarzenie, które nie zachodzi teraz w świecie zewnętrznym, ale poudawajmy, że ono właśnie się realizuje”.

Więc możemy zacząć odnosić się do tego pytania i zmieniać świadomie jego znaczenie tworząc w ten sposób pewien dystans pomiędzy nami a tą myślą, przestajemy ją traktować jako coś niezwykle poważnego.

Więc od dziś możesz popróbować i za każdym razem kiedy pojawi się w Twojej głowie pytanie “a co, jeśli” zamienić na “poudawajmy, że…” i bawić się tą perspektywą.

Trzecią rzeczą jaką warto włączyć do swojego życia, żeby pozbyć się tego nawyku jest uważność. Jakby nie patrzeć, to jedynie nawyk myślowy, który skłania nas do życia w wyobraźni. Wyobrażamy sobie co może się stać. Lęk zawsze dotyczy tego, co może się stać.

Więc ucząc się jak być obecnym w teraźniejszości poprzez praktykę uważności lub medytację, uczymy się mniej myśleć i doświadczać tylko tego co jest, bez zastanawiania się nad tym co będzie.